Alienacja Rodzicielska, Alimenty i Sądy: Czy ojcowie to gorsi rodzice?

Rozwód to trudne doświadczenie dla wszystkich stron – zarówno dorosłych, jak i dzieci. Jednak z perspektywy ojców coraz częściej staje się to polem walki, na którym bez względu na okoliczności mają niewielkie szanse na zwycięstwo. Wielu mężczyzn czuje, że po rozwodzie ich rola ogranicza się jedynie do bycia „bankomatem”, a ich relacje z dziećmi są ograniczane, lub wręcz niszczone przez byłe żony, które kierują się złością, żalem czy chęcią wzięcia odwetu. Sądy rodzinne, kierując się stereotypami, w większości przypadków powierzają opiekę nad dziećmi matkom, co prowadzi do marginalizacji roli ojca w ich wychowaniu. Ale czy złość jednego z rodziców powinna decydować o losie dzieci?


Zapoznaj się także:  Jak nie stać się ofiarą oszustów? pt. 2


Alienacja rodzicielska – niszcząca broń po rozwodzie

Alienacja rodzicielska to zjawisko, w którym jeden z rodziców, najczęściej opiekun sprawujący większą pieczę nad dziećmi, celowo wpływa na ich postrzeganie drugiego rodzica w negatywnym świetle. Często dzieje się to subtelnie, poprzez drobne manipulacje czy nieprzychylne uwagi. Matka, rozgoryczona rozwodem, może demonizować ojca, kłamać na jego temat lub utrudniać kontakty.

Przykład? Wielokrotnie podczas służby wzywany jestem do interwencji polegających na niewywiązywaniu się przez byłego małżonka z określanych na mocy orzeczenia Sądu widzeń, w ramach opieki naprzemiennej. Każdorazowo informuję takie osoby, że decydowanie o takich rzeczach nie leży w gestii Policji. Taką problematyką zajmują się wyłącznie Sądy i właśnie tam należy szukać rozwiązania. Funkcjonariusze nie są bowiem w stanie ukarać którejkolwiek ze stron, odebrać dziecka i siłą przekazać go temu drugiemu rodzicowi.

Idąc dalej, nie muszę Ci mówić, że alienacja rodzicielska to niestety w znacznej mierze domena kobiet, które odbierając dzieci ich ojcu, deptając ich relację, deprecjonując rolę ojca chcą ukarać byłego partnera za sytuacje, które miały miejsce w trakcie trwania związku.

Na swojej policyjnej drodze spotykałem mężczyzn, którzy ronili łzy nad tym, że była żona ma nowego partnera, z którym układa sobie życie, a mimo to ciągle utrudnia widzenia z dziećmi, przekładała terminy spotkań, wymyślając różne wymówki. Byłe żony są nawet skłonne żartować, że jeżeli ex-małżonek będzie 'podskakiwał’ to niewykluczone, że uda mu się całkowicie odebrać mu władzę rodzicielską….


Sądy rodzinne – bastion stereotypów

Sądy rodzinne w Polsce, pomimo zmian społecznych, wciąż kierują się archaicznymi przekonaniami, że to matka jest „naturalnym” opiekunem dzieci. Dane z 2021 roku pokazują, że na 35,3 tys. rozwodów w 9,6 tys. przypadków wykonywanie władzy rodzicielskiej powierzono matkom, w 1 tys. przypadków – ojcom, a w 24 tys. przypadków obojgu rodzicom. Udział procentowy wygląda następująco – w 27,2 proc. przypadków dzieci pozostawały przy matce; w 2,8 proc. – przy ojcu; w 68,2 proc. – przy matce i ojcu. [Źródło: konkret24.tvn24.pl]

Często nie bierze się pod uwagę sytuacji, w której ojciec jest bardziej zaangażowany w życie dzieci niż matka. Wiele kobiet, nawet mających problemy z uzależnieniami czy zaniedbujących dzieci, otrzymuje prawo do ich wychowywania, podczas gdy ojcowie są sprowadzani do roli płatników alimentów.


Dzieci w centrum konfliktu

Największymi ofiarami takiego systemu są dzieci. Badania psychologiczne pokazują, że obecność ojca w życiu dziecka jest kluczowa dla jego prawidłowego rozwoju. Dzieci, które mają ograniczony kontakt z ojcami, częściej doświadczają problemów emocjonalnych, trudności w nauce czy relacjach międzyludzkich.

Jednak w praktyce to właśnie dzieci stają się kartą przetargową w sporach rozwodowych. Złość matki na ojca przenosi się na ich wspólne potomstwo, co prowadzi do sytuacji, w której dziecko zaczyna unikać kontaktu z ojcem, choć ten nadal je kocha i pragnie utrzymywać z nim relacje.

Ileż to razy zrozpaczeni ojcowie opowiadali, jak była żona wmawia dzieciom, że „tata ma nową żonę, że o nich zapomniał, że ich nie kocha, albo nie ma dla nich czasu”. To wszystko w sytuacji, gdy ojciec koczuje w samochodzie pod blokiem, aby choć na chwilę móc zobaczyć swoje pociechy.


Zapoznaj się także:  Równouprawnienie, czy egoizm? Jaka jest prawdziwa twarz współczesnych feministek?


Alimenty – obowiązek bez praw

Kwestia alimentów często staje się punktem zapalnym w konfliktach rozwodowych. Ojciec jest zobowiązany do regularnego ich płacenia, co jest oczywiście słuszne – dziecko ma prawo do godnego życia. Problem zaczyna się wtedy, gdy mimo regularnych wpłat, ojciec nie może widywać swoich dzieci.

Przykład? Jeden z ojców opowiada, jak przez lata płacił alimenty na swoje dzieci, ale widywał je jedynie przez kilka godzin w miesiącu, często pod nadzorem matki, lub teściowej. W takich przypadkach ojciec czuje się wyłącznie dostarczycielem pieniędzy, a nie równoprawnym opiekunem mogącym współuczestniczyć w życiu dziecka.


Dlaczego politycy milczą?

Prawo rodzinne w Polsce wymaga gruntownych zmian. Obecnie ojcowie często są traktowani przez system jako „gorsi” rodzice. Ustawodawcy powinni wprowadzić przepisy, które będą chronić prawa ojców i zapewniać im równy dostęp do własnych dzieci.

W krajach takich jak Szwecja, czy Norwegia model opieki naprzemiennej staje się normą. Dzięki temu dzieci spędzają tyle samo czasu z obojgiem rodziców, a konflikty między nimi są minimalizowane. Polska wciąż jest jednak daleko od takich rozwiązań.

W internecie odnalazłem strzępy informacji mówiących o tym, że politycy partii opozycyjnych chcieliby zmiany przepisów w tym zakresie, ale w naszej Ojczyźnie – od mówienia do działania – potrafi upłynąć wiele lat.


Jak rozwiązać problem?

Aby poprawić sytuację ojców w Polsce, konieczne moim zdaniem jest podjęcie następujących kroków:

1. Wprowadzenie opieki naprzemiennej jako pewnego standardu – dzieci powinny spędzać czas zarówno z matką, jak i ojcem.

2. Kary za alienację rodzicielską – celowe utrudnianie kontaktów z dzieckiem powinno być surowo karane.

3. Szkolenia dla sędziów i mediatorów – świadomość problemu stereotypów w sądach musi być znacznie większa.

4. Wsparcie psychologiczne dla rodziców i dzieci – aby minimalizować negatywne skutki rozwodu.


Apel do społeczeństwa

Jak już wspominałem jako policjant, wielokrotnie miałem do czynienia z ojcami, którzy zrozpaczeni opowiadali swoje historie. Wielu z nich czuje się bezsilnych, osamotnionych i traktowanych niesprawiedliwie. Nadszedł czas, abyśmy jako społeczeństwo przestali ignorować ten problem. Ojciec jest tak samo ważnym rodzicem jak matka, a ich relacje z dziećmi nie mogą być niszczone przez złość, trawiącą serce gorycz i uprzedzenia.


Autor poleca również:  Łowcy pedofilów: Obrońcy dzieci, czy samozwańczy sędziowie?


Podsumowanie: Walka o równość rodziców

Rozwód nie oznacza końca miłości rodzica do dziecka. Politycy, sędziowie i społeczeństwo muszą zrozumieć, że prawa ojców są tak samo ważne jak prawa matek. Gniew i uprzedzenia nie mogą decydować o losie najmłodszych. Walka o równość w wychowaniu dzieci po rozwodzie to nie tylko kwestia sprawiedliwości – to obowiązek nas wszystkich.


Tyle ode mnie – mam wielką nadzieję, że ten materiał był dla Ciebie przydatny. Ale jestem bardzo ciekaw, jak Ty na to patrzysz. Będę Ci bardzo wdzięczny za zostawienie komentarza pod tym artykułem. Daj znać, jakie są Twoje wnioski i co sądzisz o zmianach, które zapowiadają politycy partii opozycyjnych.

Grafika na początku tekstu pochodzi z: unsplash – Marek Studzinski

3 Comments

  1. Uważam, że opisujesz rzadko zdarzające się wyjątki od reguły, albo w pokoleniu obecnych małych dzieci nagle ojcowie są tacy niesamowicie zaangażowani.
    Mam 30 lat, aż tak dużo rozwodów nie było ,,za moi czasów „, ale patrząc po moim pokoleniu, ojcowie nie byli nawet zainteresowani ubieganiem się o opiekę nad dzieckiem. Nie byli też zainteresowani regularnymi widzeniami z dzieckiem. Sami je omijali. Dlatego przykro mi bardzo, ale to nie wina sądów i matek, że stereotyp ojca-olewacza powstał. Obecni ojcowie mogą podziękować ojcom ze starych pokoleń za to, że swoim olewanckim zachowaniem stworzyli stereotyp, który utrudnia obecnym, trochę bardziej zaangażowanym ojcom, wypełnianie swojej roli.
    ,,Za moich czasów” nie widziałam matek, które nastawiałyby dzieci przeciwko ojcu. Same nie chciały mieć z nim nic wspólnego, bo zdradzał, nie pomagał, był nieobecny, obojętny, stosował psychiczną przemoc, ale dzieciom pozwalały na widywanie się z nim, o ojcu nie rozmawiały w domu. Dlatego dziwią mnie historie, że nagle nagminnym jest, że złośliwe kobiety ograniczają niewinnym tatusiom kontakt z dzieckiem. Jakieś monstrualnych rozmiarów przemiany zaszły w kobietach i mężczyznach w czasie jednego pokolenia? Wydaje mi się, że z racji bycia policjantem widzisz tylko te patologiczne przypadki, a normalnych matek, które nie chcą widzieć ojca, ale pozwalają dziecku się z nim widzieć, jest pewnie więcej.
    Znam jeden taki przypadek, jak opisujesz: ona nastawia dziecko przeciw ojcu, mieszka z nowym facetem w mieszkaniu, które siłą odebrała ojcu, ojciec cierpi. Nie znam faceta wystarczająco dobrze, by oceniać, kto jest ofiarą, ale na pierwszy rzut oka wygląda, że on. Cała reszta rozwiedzionych par to niestety: on nie pamięta nawet o urodzinach dzieciaka. Mój tato też jęczał, że mama mnie nastawia przeciwko niemu, bo ,,dziecko powinno mnie bardziej wielbić, a nie wielbi, to pewnie wina mojej żony „. A nie tego, że mieszkam w bloku obok, ale nie widziałem dzieciaka od pół roku, bo odwołuję spotkania 😅 może jestem uprzedzona, ale naprawdę poprzednie pokolenia facetów zrobiły złą renomę obecnym ojcom. Matki wcale tak często nie wyżywają się na ojcach manipulując dzieckiem. Ojcowie częściej zdradzają i budują sobie nowy dom, do którego stare dziecko nie pasuje. Niestety dobrym panom szkodzi najbardziej zachowanie złych panów, a nie złych pań. Ale przyznam, że w nowych pokoleniach dobrych panów jest coraz więcej, więc w końcu odwrócą ten trend. Mam nadzieję, że nie próbując wmówić społeczeństwu, że to matka jest tą złą. Bo powinno być tak, że nikt nie jest tym złym.
    I ostatnie- jestem bardzo przeciwna opiece naprzemiennej. Nie wyobrażam sobie mieć tak niesamowicie niestabilnego życia, że raz mieszkam tu, raz mieszkam tam. Raz rodzic 1 podejmuje inne decyzje i mi na coś nie pozwala, potem nagle rodzic 2 ma inną opinię i podważa autorytet pierwszego. Oboje kreują mi kompletnie odmienne nawyki domowe, wiecznie zmieniają mi środowisko, nic nie jest stałe, nie wiem gdzie naprawdę mieszkam. Uważam, że bycie tylko z jednym rodzicem na stałe i widywanie się z drugim od czasu do czasu jest lepsze. Stabilniejsze. Mniej rozpraszające. Bardziej zintegrowane, konsekwentnie takie samo.

  2. Na wstępie zaznaczę- zapominamy, że prawdziwe oblicze drugiego człowieka poznaje się przy rozstaniu, Poza tym, wychowanym na romantycznym wzorcu dozgonnej idealnej miłości trudno przyjąć, że coś się może zmienić między ludźmi, że urodzenie dziecka nie gwarantuje, że ludzie będą razem, dopóki śmierć ich nie rozłączy. Ale wracając do sedna, niestety codziennie w swojej pracy (i nie tylko) spotykam się z problemem, który opisujesz. Nastawianie dziecka, wręcz buntowanie przeciwko jednemu z rodziców przybiera często niewyobrażalne rozmiary. Jednym z takich sztandarowych przykładów z pracy jest przypadek mojego absolwenta. Gdy jeszcze był uczniem jego mama próbowała urabiać wszystkich dookoła, również mnie, przy każdej okazji podkreślając, że tata A. ma ich gdzieś, bo wyjechał, że jest ojcem z doskoku, jest taki i owaki. A. często przychodził do mnie na rozmowy indywidualne żaląc się, że mama tak wpływa na jego młodszą siostrę, że zaczęła mieć problemy z agresją i samookaleczaniem się, będąc wówczas w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Ten rzekomo zły ojciec, potrafił przyjechać z innego kraju, żeby wspierać swojego syna w finałach ogólnopolskiego konkursu. Ledwo chłopak skończył szkołę, pierwsze co zrobił, to przeprowadził się do ojca i założył z nim firmę, więc kto tu był tym złym? Przez cały okres mojej pracy, dopiero teraz trafił mi się przypadek dziewczyny, którą samotnie wychowuje tata, a mama ma całkowicie odebrane prawa rodzicielskie. I mogę powiedzieć, że to jest ojciec na piątkę. Z drugiej strony w moim bliskim otoczeniu od kilku lat rozgrywa się dramat dzieci, które zostały przy chorej psychicznie matce, która nie chce się leczyć, jest niewydolna wychowawczo i z ojca dzieci robi pedofila, najgorszego zboczeńca i przemocowca, na co nie ma żadnych dowodów. Ojciec dzieci już kilka razy był bliski samobójstwa z powodu horroru, który urządza mu była partnerka. Sądy wszystkich instancji usilnie utrzymują, że dzieci mają być przy matce. Tych przykładów można mnożyć na pęczki. Pewnie za to, co zaraz napiszę oberwę po głowie, ale zauważyłam, że często problem tkwi w tym, że kobiety gorzej sobie radzą z rozstaniami, dłużej to w nich tkwi, często szukają plastra na swój ból przyprowadzając do domu coraz to nowych „wujków” albo za cel egzystencji obierają sobie zniszczenie byłego partnera, a dzieci tracą poczucie ważności, stabilności i przewidywalności, która jest im potrzebna. Rozstanie to zawsze jest trudne, traumatyczne przeżycie, powodujące utratę poczucia bezpieczeństwa, szczególnie dla najmłodszych, ale da się to przeżyć i wyjść na prostą, wszystko zależy od dojrzałości rodziców, czy będą w stanie wznieść się ponad urażone ego, żeby dzieciom dać do zrozumienia, że koniec miłości między tatą i mamą, nie oznacza końca miłości do dziecka. Tylko tyle i aż tyle.

  3. Za alienacje powinno sie matkom z automatu zabrac prawo do alimentow.
    Maja duzo czasu to niech Ida do pracy a tak tylko sie bogaca na nieszczesciu malych dzieci . Wymyslsja zlosliwe rzeczy itd
    Gdyby nie bylo alimentow to rozwodow by tez tyle nie bylo .
    Wiele kobiet robi to dla zysku .
    Np troje dzieci alimenty Po 1000 zl + rodzinne i to razem 6000 zl Po co Ma isc do pracy .
    Kasa jest i co nic inny facet!!!!
    Sady Same robia Patologie i niszczac psychike dzieci ktore tesknia za ojcem. Moze 10% ojcow jest nie odpowiedzialnych a reszta skoro musza zarabiac pieniadze to i potrafia wychowywac dzieci .
    Powinnam byc opieka naprzemienna i kazdy z nicht do pracy !!!! Sprawiedliwe i korzystne dla dzieci .

Zostaw odpowiedź