
Jak zapewne zauważasz śledząc naszą krajową politykę istnieją resorty, które mogą sobie pozwolić na przeciętność, czy nawet bylejakość. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nigdy nie powinno należeć do tego grona.
Od sprawności tego ministerstwa zależy bowiem nie tylko komfort pracy funkcjonariuszy, ale przede wszystkim bezpieczeństwo obywateli. To tutaj bowiem zapadają decyzje wpływające na Policję, Straż Graniczną, Państwową Straż Pożarną oraz ochronę ludności. To tutaj powinno bić serce państwa odpowiedzialnego za porządek i bezpieczeństwo.
Problem polega na tym, że od wielu lat MSWiA nie ma szczęścia do osób zarządzających.
Autor poleca również: Ulica to nie miejsce dla kobiet – prawda, której Policja boi się przyznać
Zmieniają się nazwiska na drzwiach gabinetów. Zmieniają się logotypy kampanii, górnolotne hasła wygłaszane podczas konferencji prasowych i polityczne szyldy. Nie zmienia się jedno – rozczarowanie ludzi, którzy każdego dnia zakładają mundur i zderzają się z rzeczywistością daleką od ministerialnych prezentacji w powerpoint.
Dziś twarzą tego fatalnego stanu rzeczy jest Marcin Kierwiński.
Piszę to z pełną świadomością. Piszę to po latach obserwowania funkcjonowania resortu i służb podległych ministerstwu. Piszę to również jako funkcjonariusz z ponad dziesięcioletnim stażem, który widział już niejedną „reorganizację”, niejedną polityczną rewolucję i niejednego posiadacza ministerialnej teki przekonanego, że oto właśnie on naprawi wszystko to, czego nie potrafili zrobić jego poprzednicy.
Uwierz mi, nie naprawił!
Co więcej, mam wrażenie, że obecne kierownictwo nie tylko nie zatrzymało negatywnych procesów, ale miejscami nadało im zupełnie nową dynamikę.
Najbardziej widoczne jest to w polityce kadrowej.
Każda nowa władza ma naturalną pokusę wymiany ludzi. To nic nowego. Problem zaczyna się wtedy, gdy miotła nie zamiata jedynie brudu, lecz – wymiata wszelkie oznaki doświadczenia i kompetencji. Gdy pod hasłem zmian i nowego rozdania usuwa się tych, którzy przez lata budowali relacje, zdobywali kompetencje i znali mechanizmy funkcjonowania formacji od podszewki.
Państwo nie jest korporacją, w której można wymienić zarząd i następnego dnia oczekiwać, że wszystko zadziała poprawnie. W służbach doświadczenie jest kapitałem. Nie da się go kupić, odziedziczyć ani zastąpić polityczną nominacją.
Tymczasem coraz częściej można odnieść wrażenie, że kompetencje przestały być walutą o najwyższej wartości.
W środowisku policyjnym od miesięcy słychać te same opinie. O awansach decydują nie zawsze wyniki, wiedza czy autorytet, ale układy, znajomości i przynależność do właściwego 'kręgu towarzyskiego’. Konkursy na stanowiska coraz rzadziej budzą zaufanie. Coraz częściej budzą cyniczny uśmiech.
Taki stan rzeczy wzmocniony polityką awansów opartą o opisywane przeze mnie na łamach bloga kursach podoficerskich i aspiranckich, które stały się wytrychem do windowania 'swojaków’ sprawiają, że w wielu miejscach nie ma warunków na rozwój fauny i flory z uwagi na brak atmosfery. A tak na poważnie stworzony system awansów zabił w ludziach motywację i zasiał poczucie niesprawiedliwości.
Bo po co się rozwijać? Po co inwestować w siebie? Po co zdobywać doświadczenie, skoro wielu funkcjonariuszy ma poczucie, że ważniejsze od kompetencji są odpowiednie relacje?
Równolegle trwa kryzys rekrutacyjny.
Kolejne kierownictwa resortu próbują zasypywać kadrową przepaść. Problem polega na tym, że nie da się zbudować silnej formacji wyłącznie statystyką przyjęć. Policja nie potrzebuje wyłącznie 'ludzi’. Ta formacja potrzebuje – odpowiednich ludzi.
Potrzebuje osób odpornych psychicznie, odpowiedzialnych, zdolnych do działania pod presją, gotowych podejmować decyzje w sytuacjach, od których zależy czyjeś zdrowie lub życie.
Jeżeli głównym celem staje się wyłącznie poprawienie słupków naboru, to prędzej czy później rachunek za tę politykę zapłaci nie kto inny jak obywatele.
Przeczytaj także: Głos w Kontrowersyjnej Debacie: Współczesne Dylematy Społeczne
Niepokoić może również coś jeszcze.
Od lat słyszymy zapowiedzi walki z patologiami wewnętrznymi. Jedną z nich jest mobbing. Problem w tym, że wielu funkcjonariuszy nie dostrzega poprawy. Przeciwnie. Coraz częściej można usłyszeć, że zjawisko nie zniknęło, lecz nauczyło się lepiej maskować.
Dziś presja rzadziej przychodzi wprost. Częściej przychodzi pod postacią pominiętego kursu, brakiem dni wolnych na udział w studiach, zablokowanego rozwoju zawodowego, sprzeciwu na dodatkową formę zarobkowania albo subtelnego sygnału, żeby lepiej nie wychylać się z krytyką.
Tak rodzi się kultura konformizmu, a formacja odpowiadająca za zapewnienie bezpieczeństwa w kraju nie powinna opierać się na konformizmie.
Powinna opierać się na profesjonalizmie.
Osobną kwestią pozostaje narastające poczucie upolitycznienia. Dla funkcjonariusza nie ma znaczenia, czy u władzy jest lewica, centrum czy prawica. Jego zadaniem jest wykonywanie obowiązków wobec państwa i obywateli.
Tymczasem od wielu lat kolejne ekipy polityczne traktują służby jak element służący do tworzenia własnej narracji. Jedni budują na nich polityczne sukcesy. Inni wykorzystują je jako narzędzie rozliczeń z poprzednikami. Efekt jest zawsze taki sam – malejące zaufanie wewnątrz formacji i coraz większa frustracja ludzi wykonujących codzienną służbę.
Do tego dochodzą wydarzenia, które nie powinny mieć miejsca w sprawnie działającym państwie. Fałszywe alarmy dotyczące osób publicznych, ich rodzin czy środowisk medialnych pokazują, że system nadal pozostaje podatny na działania prowokacyjne. Każdy taki incydent angażuje ludzi, środki i czas, które powinny być skierowane tam, gdzie istnieją realne zagrożenia.
Nie twierdzę, że wszystkie te problemy stworzył Marcin Kierwiński. Byłoby to wtedy zwyczajnie nieuczciwe.
Dzisiejszy stan Policji i całego resortu jest efektem wielu lat zaniedbań, błędnych decyzji i politycznych eksperymentów prowadzonych przez kolejne rządy.
Twierdzę jednak, że obecny minister otrzymał szansę, aby ten trend odwrócić.
I tej szansy w najmniejszym stopniu nie wykorzystał.
Widzieliśmy jak zachowywał się będąc jeszcze w opozycji, gdy krytykował formację, walił niczym w bęben i sugerował, że działania podejmowane przez Policje w ramach akcji 'śluza’ były niewłaściwe. Zresztą środowisko polityczne Ministra Kierwińskiego wielokrotnie swoimi działaniami, prowokacjami i aktywnościami utrudniało, destabilizowało i deprecjonowało służbę pełnioną przez funkcjonariuszy Policji.
Ponadto zarówno Minister Sieminiak, jak i wspomniany Minister Kierwiński nie zareagowali na to jak, gdy przez działania ich partyjnych koleżanek Jachiry i Zielińskiej że służby zmuszony był odejść Pan Tomasz Waszczuk.
To jest również kolejny argument za tym, że policjanci są potrzebni władzy najczęściej do gaszenia wywołanych przez nich samych pożarów, gdy zaś trzeba szczerze rzucić na szale swój autorytet w obronie któregoś funkcjonariusza to nagle władze ministerialne znikają w cieniu. To mechanizm stary jak świat.
Zmierzając do końca, historia każdego ministra jest ostatecznie oceniana nie przez liczbę zrealizowanych konferencji prasowych i złożonych obietnic, lecz przez realne efekty.
Gdy zaś spojrzeć na stan faktyczny – morale funkcjonariuszy, sytuację kadrową, atmosferę w formacji i narastające poczucie chaosu organizacyjnego, trudno oprzeć się wrażeniu, że MSWiA nadal dryfuje.
Zmienił się kapitan. Kurs pozostał ten sam.
Zapoznaj się również z: Kieszonkowe: Pomost do Finansowej Świadomości Dzieci
Dziękuję, że przeczytałaś / przeczytałeś mój artykuł i proszę Cię bardzo o podzielenie się nim z Twoimi znajomymi. Im więcej osób z tego skorzysta, tym będę szczęśliwszy. I myślę, że im także może się on przydać. Podziel się nim na Facebooku, Instagramie, Twitterze, mailem – gdzie tylko chcesz i uznasz za stosowne. Zapraszam Cię również do odwiedzenia mojego konta FB i Instagrama, oraz zadawania pytań. Jeżeli zbierze się spora ilość ciekawych pytań to nie wykluczam zrobienia czegoś na wzór Q&A.
Jestem niezwykle wdzięczny za cały feedback i za każdą postawioną kawę poprzez portal BuyCoffee!

Gafika wykorzystana w tekście pochodzi z: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl
