
Tak jak w każdej poprzedniej kadencji parlamentu, tak i dziś w ławach poselskich nie brakuje osobliwych postaci, które do Sejmu trafiły chyba wyłącznie przez polityczny przypadek, a nie za sprawą posiadanych kompetencji, czy realnej misji działania na rzecz wyborców. Mamy tu cały katalog sejmowych kosmitów – ludzi, którzy zdają się żyć w alternatywnej rzeczywistości, gdzie logika, zdrowy rozsądek i elementarna przyzwoitość zostały wystrzelone w kosmos.
Niektórzy nie potrafią wytrzymać choćby jednego dnia bez zrobienia medialnej szopki, wciągnięcia się w awanturę, odpalenia pseudoafery, albo zaliczenia widowiskowej gafy. To polityka w wydaniu kabaretowym – tylko że finansowana z publicznych pieniędzy.
——
Autor poleca również: Jakie działania są w stanie poprawić sytuację Polskiej Policji?
——
Poniżej galeria naszych rodzimych „antybohaterów” – ku przestrodze i ku pamięci. Jeżeli nie widziałaś/eś poprzedniego zestawienia to serdecznie zapraszam —> Polityczni antybohaterowie pt. 1
——
Witold Zembaczyński (KO)
Pan Witold to mój osobisty faworyt – nie mogło być inaczej – musiał znaleźć się na szczycie listy. Jak to powiedzieć w sposób obrazowy – Zembaczyński jest stale o krok przed goniącą go inteligencją.
Poseł, który swoją kadencję poświęca najczęściej na balansowaniu pomiędzy żenadą, a groteską.
Podczas prac komisji śledczej ds. Pegasusa za wszelką cenę próbuje przywdziewać maskę prawdziwego twardziela. Próbuje brzmieć jak John Wayne w westernie, ale finalnie jest to żenujące. PAmiętam jedno ze spotkań wspomnianej komisji, gdzie Witold wybuchnął na tyle emocjonalnie, że przewodniczący musiał go przywoływać do porządku. Na myśl przychodzi mi także jego wywód, w trakcie którego krzyczał: „Proszę mnie nie pouczać!”, a w tym samym czasie oponentów politycznych obrzucał inwektywami typu „kłamcy”, „hipokryci” i „nawiedzeni oszuści”.
Internet wciąż pamięta, jak na konferencji prasowej Zembaczyński… celowo nadepnął na obiad należący do jednego z dziennikarzy. Stąd też przydomek naleśnik, który w tym wypadku zdaje się być wyjątkowo trafionym.
Hitem była także jego szaleńcza radości po ogłoszeniu exit poll w wyborach prezydenckich, kiedy to był pewien, że Rafał Trzaskowski wygrał. Wygłosił wtedy mocny statement na temat tego jak Trzaskowski zmiażdżył przeciwnika, a nadchodząca noc jedynie uwydatni wynik zdobyty przez Prezydenta Warszawy.
Regularnie zalicza kompromitacje w mediach społecznościowych – od rażących błędów ortograficznych po wpisy, które sprawiają wrażenie pisanych w stanie nietrzeźwości lub intelektualnej drzemki. Do tego należał do grupy parlamentarzystów chorujących na wyborczą gorączkę. Przez wiele tygodni snuł bowiem absurdalne teorie o rzekomym fałszerstwie wyborów prezydenckich, opierając się na pojedynczym incydencie w małej gminie. Symbol bezrefleksyjnego partyjnego fanatyzmu.
Ostatnia kontrowersyjna wypowiedź odnosiła się do likwidacji partii ’Nowoczesna’ i włączeniu jej w struktury tworu zwanego ’Koalicją Obywatelską’. W trakcie wywiadu powiedział on o tym, że z uwagi na likwidację partii Bank PKO BP, który udzielił im pożyczki musi ją wrzucić w koszty, gdyż nie będą w stanie w obecnej sytuacji spłacić reszty zaciągniętych zobowiązań. Myślisz pewnie, że mowa o kilkunastu tysiącach, no maksymalnie kilkudziesięciu. Nic bardziej mylnego! Kwota, którą bank ma im odpuścić sięga niebagatelna 2 milionów złotych! No i czego tu nie rozumiesz? Jeżeli masz kredyt i z jakiegoś powodu go nie spłacasz to bank najpierw prosi, później grozi, a na końcu pojawia się Sąd i komornik. Nawet w przypadku śmierci to spadkobiercy przejmują zadłużenie. Gdy jednak mamy do czynienia z partią to jest im wszystko odpuszczone. To są właśnie te podwójne standardy, o których mówię i piszę.
Magdalena Sroka (PSL)
Była nadkomisarz Policji, która szybko zamieniła mundur na polityczny garnitur – niestety, bez przesiąknięcia kompetencjami potrzebnymi w Sejmie. Obecnie przewodnicząca komisji śledczej ds. Pegasusa, gdzie stale moim skromnym zdaniem sprawia wrażenie zagubionej i nieprzygotowanej. Chaotyczne prowadzenie obrad, język pełen lapsusów i brak merytorycznej głębi stały się jej znakiem rozpoznawczym. Wielokrotnie na jaw wychodziła jej niekompetencja i to świadkowie intelektualnie miażdżyli osoby zasiadające w komisji. Nie zapomnę tego, gdy podczas komisji zadała świadkowi otwarte pytanie zawierające pełno szczegółów, po czym zaapelowała o krótką odpowiedź – „TAK”, lub „NIE”. Moje słowa nie oddadzą dowcipnego charakteru tamtej sytuacji – to było naprawdę przezabawne.
Sroka jest żywym dowodem na to, że kariera w Policji niekoniecznie przekłada się na polityczną skuteczność. Zresztą cała jej polityczna kariera jest równoznaczna z absolutnym podporządkowaniem woli partyjnych pryncypałów. Brak jakości, stanowczości, a przede wszystkim tego czego oczekiwałbym od emerytowanych policjantów – starań o poprawę warunków pełnienia służby w Policji.
Tomasz Trela (Lewica)
Kolejny na tej liście parlamentarzysta, który w polityce od lat próbuje „grać twardziela”, ale wychodzi z tego jedynie tania karykatura. Słynny z mało wyszukanych medialnych zaczepek i epitetów – od nazywania oponentów „pożytecznymi idiotami” po sugestie, że Szymon Hołownia „diluje z Mentzenem”.
Krytykował ambasadora USA za kwestie podatku cyfrowego – co w praktyce wyglądało na nieprzemyślane prężenie medialnych muskułów. Znany jest też z tego, że – jak twierdzi Robert Mazurek – dostał nieformalnego „bana” na wizyty w radiu, bo zwyczajnie robił z siebie pośmiewisko i każdorazowo kompromitował swoje środowisko polityczne.
W Sejmie brak mu charyzmy, błyskotliwości i politycznego instynktu. Nijaki, bez polotu – jedyne iskry generuje w telewizyjnych studiach, ale raczej w roli statysty niż głównego gracza.
W jednym z programów politycznych TVN Poseł Trela wdał się w konflikt z Posłem Kaletą z PiS. Trela użył wtedy pod adresem adwersarza mocnych słów: „Jest pan chamem i burakiem!”
To nie pierwszy raz, gdy Poseł Lewicy używa takiego języka. Taka scena może być postrzegana jako nieprofesjonalna: polityk wpada w emocje, ton wypowiedzi się podnosi, a przez to odwraca się uwagę od meritum, od sedna.
Trela nie jest także konsekwentny w swoim spojrzeniu na działania rządu. W czasach rządu ZP, gdy pytano go o zakupy limuzyn i innych rzeczy stał w pozycji ostrego krytyka, potępiając każdy wydatek i nazywając go rozrzutnością. Jednak później po 13 grudnia 2023 roku, gdy zapytano go o obecne zakupy rządowe, stwierdził: „Ja jakoś nie rozdzierałem szat”. Mam nadzieję, że podobnie jak ja dostrzegasz tę niespójność i hipokryzję. To zdecydowanie osłabia jego wiarygodność.
Na koniec coś na co mawiają – creme de la creme. Podczas programu „Onet Rano” Sekielski zadał posłowi Treli pytanie prosząc o jego dokończenie: „Czerwiec to … ?”
– Czerwiec to? – Tomasz Sekielski dał drugą szansę swojemu gościowi.
– Gorący miesiąc – ponownie nie trafił Trela.
– Czerwiec to? – zapytał po raz trzeci prowadzący.
– Do trzech razy sztuka? Proszę mi podpowiedzieć – mówił polityk Lewicy.
– Poseł Lewicy nie wie, że czerwiec to Miesiąc Dumy. Ale wpadka, co? Słabiutko – wyjaśnił Sekielski.
– Ale wtopa na dzień dobry – kajał się Trela.
Chodziło o to, że czerwiec to „Miesiąc Dumy” (Pride Month) osób LGBT+. Trela nie potrafił odpowiedzieć poprawnie, nawet po kilku próbach.
To gafa jest o tyle poważna, że to właśnie Lewica – jego ugrupowanie – deklaruje wspieranie mniejszości seksualnych. Niefortunny start programu i brak znajomości własnego obszaru programowego i ideologicznego.
——
Zapoznaj się również z: Czy warto zostać policjantem? Szczera relacja z pierwszej linii
——
Adam Szłapka (KO)
Jeden z najkrótszych opisów jaki pojawił się w segmencie o „politycznych antybohaterach”, lecz uznałem, że za całokształt swojej politycznej działalności zasłużył na miejsce w tym zestawieniu.
Mistrz manipulacji i politycznego naginania faktów. Słynie z żonglowania danymi tak, aby zawsze podbić notowania swojej formacji i przypodobać się Premierowi. Nawet portal fact-checkingowy Demagog wielokrotnie punktował jego wypowiedzi jako „Fałsz” lub „Manipulacja”.
Działa jak partyjny marketingowiec, a nie poseł – i to taki, który bardziej interesuje się PR-em niż prawdą. Idealny przykład cynicznego gracza, który dla politycznej narracji zrobi wszystko.
Dariusz Matecki (PiS)
Sejmowy showman i mistrz tanich prowokacji. Na liście jego „wyczynów” mamy m.in.:
- nocny spacer po dachu Sejmu, bo „chciał zrobić zdjęcie”,
- założenie kajdanek na mównicy i przemówienie po angielsku do „wolnego świata”,
- wejście na mównicę z niemiecką flagą w celu udowodnienia, że Donald Tusk służy Niemcom,
- oklaski od PiS po powrocie z aresztu jak po zdobyciu medalu na igrzyskach olimpijskich,
- bójkę w hotelu sejmowym, którą próbowano sprzedać jako atak „pijaka-aktora”.
Matecki jest przykładem polityka, który nie gra na sali sejmowej — gra na TikToku. Logika jego działań jest prosta: każdy konflikt to kontent, każda prowokacja to zasięgi. Im ostrzej, tym lepiej. U niego nie ma klasycznej polityki, jest permanentna kampania wyborcza. To polityk, który traktuje scenę publiczną jak scenę kabaretową, tylko że humor zastępuje agresją. Dla własnego obozu jest lojalnym „żołnierzem”; dla reszty – symbolem tego, jak daleko może zabrnąć polityka, kiedy najważniejsza staje się kamera, nie treść.
Katarzyna Kotula (Lewica)
Była minister, która przez lata w oficjalnym biogramie Sejmu miała wpisany… fałszywy tytuł magistra filologii angielskiej. W rzeczywistości posiada jedynie licencjat. Twierdzi, że to „błąd systemu” – problem w tym, że taki błąd przez lata nikomu nie przeszkadzał.
Słynie z ostrych, często osobistych komentarzy – jak wtedy, gdy w debacie o polityce prorodzinnej stwierdziła, że „nie sztuka iść w ilość, ale w jakość” w odniesieniu do dzieci posła Cymańskiego.
Dla jednych „dosadna”, dla innych – zwyczajnie chamska. W Sejmie lubi moralizować i pouczać przeciwników, a jej retoryka konfliktu skutecznie podnosi temperaturę sporów, choć niewiele wnosi merytorycznie.
Kotula zasłynęła z wielu kontrowersyjnych wypowiedzi wśród nich m.in. w trakcie programu telewizyjnego została zapytana: „Wie już pani, kto napisał treść hymnu polskiego?” – odpowiedziała, że „Nie jest to kwestia ‘wiedzenia’… Ja mam duży problem z podaniem nazwisk z pamięci, tylko konkretnie nazwisk” i dodała, że to „częsty problem osób z ADHD”. Politycy mają wyjątkową łatwość do zasłaniania swojej niewiedzy, braku kultury i kompetencji jakimiś chorobami i przypadłościami. Ileż to razy widziałeś polityka, który nieumiejętność rozpoznania flagi kraju zwala na daltonizm (Józefaciuk), rzucanie mięsem i używanie języka rynsztokowego zwalają na zespół Tourette’a (Obajtek). No i ona parlamentarna caryca, która swoją głupotę zasłania nagle ADHD.
Mnie najbardziej rozbawiło, gdy podczas dyskusji na temat projekt budżetu, który zawierał środki na tzw. „Fundusz Kościelny” (choć partie Lewicy i KO zapowiadały jego likwidację), Kotula odpowiedziała: „To jest bardzo dobre pytanie i to nie jest pytanie. To jest pytanie do ministra Kosiniaka i ministra Kamysza”.
Kobieta nawet nie zna osób, które razem z nią wchodziły w skład Rady Ministrów. I niech to będzie puenta.
——
Przeczytaj także: Zdradzony, upokorzony, zmarginalizowany – kulisy upadku marszałka Hołowni
——
Łukasz Mejza (PiS)
To jest jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w całym polskim parlamencie. Człowiek, wobec którego oczekiwałbym, że po poznaniu jego prawdziwej twarzy zostanie przeżutym i raz na zawsze wyplutym poza margines życia publicznego, a przede wszystkim politycznego.
Mejza został zatrzymany na drodze ekspresowej S3 za jazdę z prędkością około 200 km/h, tam gdzie limit wynosił 120 km/h. Odmówił przyjęcia mandatu, twierdząc, że bardzo się spieszy i oczywiście zasłonił się immunitetem poselskim.
Po wszystkim wydał rzecz jasna oświadczenie, w którym informuje: „Źle się zachowałem … nic tego nie tłumaczy. Przepraszam. Taka sytuacja nie powtórzy się więcej.” – tak jakby to w ogóle w jakikolwiek sposób zamykało temat…
Możemy uznać, że to poważna wizerunkowa wpadka – nie tylko samo przekroczenie prędkości, ale też odmowa przyjęcia mandatu i wykorzystanie instytucji immunitetu. Dla mnie to coś więcej, gdyż widać tu niczym w soczewce, że politycy to buraki, uważające się za lepszych od reszty społeczeństwa.
Idąc dalej, za najbardziej oburzające spośród podejmowanych przez niego działań – zarówno z moralnego jak i prawnego punktu widzenia – uważam aktywność w spółce Vinci NeoClinic, która miała oferować „terapie komórkami macierzystymi” m.in. dla dzieci z chorobami nowotworowymi, neurologicznymi.
Rodzice chorych opowiadali, że kontaktowano ich z ofertą kosztownej terapii (~ 80 000 USD) w Meksyku, która nie miała potwierdzonej skuteczności. Zarzuty przeciw Mejzie dotyczyły m.in. podawania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych, oraz działalność na pograniczu prawa w związku z funkcjonowaniem wspomnianej powyżej firmy.
A teraz, gdy w skrócie przybliżyłem ten temat to – 'off the record’ – powiem Ci, że naciąganie rodzin walczących o zdrowie chorego onkologicznie dziecka jest strasznym skurwysyństwem i dla takich ludzi w piekle Dantego powinien być przygotowany specjalny krąg.
Poza tym arcypotężnym świństwem ma na sumieniu pomniejsze przewinienia przez które przelecę już naprędce wśród nich m.in.:
– usłyszał 11 zarzutów w związku z nieprawdziwym podaniem informacji w oświadczeniach majątkowych: zatajenie dochodów, kredytów, zobowiązań;
– Mejza został ukarany przez komisję etyki za zdarzenie w restauracji sejmowej: miał według relacji senatora Wadim Tyszkiewicz zaczepiać go z małym dzieckiem w ręku, używając wulgaryzmów i obelg;
– przebywał na wakacjach z Patrykiem „Wielkim Bu” Masiakiem — osobą, która była prawomocnie skazana za m.in. porwanie zakładnika. Umówmy się, że to wtopa wizerunkowa, która nie stanowi pierwszej rysy na tym szkle.
Podsumowanie
Polityka to gra zespołowa, ale w naszym parlamencie zbyt wielu graczy stawia na solówki w stylu kabaretowym. Od kabaretowej gestykulacji Mateckiego, przez ortograficzne wpadki Zembaczyńskiego, nijakość Treli, manipulacje Szłapki, chaotyczne wystąpienia Sroki, po wizerunkowe samobóje Kotuli – to wszystko pokazuje, że polski Sejm coraz częściej przypomina scenę politycznego stand-upu.
Problem w tym, że to my-podatnicy za te bilety płacimy niesłychanie wysoką cenę.
——
Dziękuję, że przeczytałaś / przeczytałeś mój artykuł i proszę Cię bardzo o podzielenie się nim z Twoimi znajomymi. Im więcej osób z tego skorzysta, tym będę szczęśliwszy. I myślę, że im także może się on przydać. Dzielcie się na Facebooku, Instagramie, Twitterze, mailem – gdzie tylko chcecie i uznacie za stosowne. Zapraszam również do odwiedzenia mojego konta FB i Instagrama, oraz zadawania pytań.
Jestem niezwykle wdzięczny za cały feedback i za każdą postawioną kawę poprzez portal BuyCoffee!

Gafika wykorzystana w tekście pochodzi: Infosecurity24 – #takijestswiat oraz chatgpt.
