
Polska Policja kształtem bardzo często przypomina jakiś zakręcony rollercoaster, albo inną kolejkę górską widzianą w parkach rozrywki. Ciągłe zmiany decyzji, nowe rozwiązania, z których większość nic, albo bardzo niewiele zmienia i oczywiście wieczne poszukiwanie oszczędności – nawet jeżeli ich kształt miał przybierać komiczne formy. Podobnie było także w roku 2023, gdy Polska Policja wprowadziła nowe wymogi podczas awansów na stopnie podoficerskie i aspiranckie.
Nikt – nawet najstarsi górale – nie wiedzą, co tak naprawdę było głównym powodem wprowadzania zmian w obszarze, który przecież całkiem nieźle funkcjonował.
Osobiście widzę kilka możliwości. Po pierwsze, nowy KGP będący oczywiście osobą w żaden sposób nie podporządkowaną i niezależną od polityków chciał wykazać się tzw. inwencją twórczą i zostać zapamiętanym z wprowadzenia autorskiego projektu zmian.
Ufam, że ironia nie jest Ci obca i powyższe zdanie o niezależności nie umknęło Twojej uwadze. Prawda jest taka, że urząd KGP i całe MSWiA przez lata idą razem pod ręką realizując spójną, dyplomatycznie wykalkulowaną politykę. Mam dobry przykład tłumaczący zachodzące powiązania: Komendant Boroń jest tak samo niezależny, jak Maciej Maciak patriotyczny.
Idźmy dalej – po drugie – wprowadzenie kursów to element wspomnianego powyżej usilnego poszukiwania oszczędności pod płaszczykiem populistycznie brzmiącej modernizacji. Po trzecie, politycy Platformy Obywatelskiej, którzy w osobie Ministra Kierwińskiego, później Pana Siemoniaka, a teraz ponownie Kierwińskiego przejęli stery Policji chcieli tak mocno i wyraźnie odciąć się od politycznych poprzedników i prowadzonych przez nich działań, że postanowili wprowadzać zmiany tam, gdzie akurat nie były one potrzebne.
Zatem zamiast tradycyjnego systemu stopniowego mianowania wraz ze stażem i oceną służbową, funkcjonariusze muszą teraz ukończyć specjalne kursy – podoficerskie lub aspiranckie – a następnie zdać egzamin końcowy. Zdaniem 'innowatorów’ miało to usprawnić ścieżkę kariery i podnieść profesjonalizm kadr, ale to zwykłe bujdy na resorach, które mają kupić naiwniacy i media. W praktyce bowiem zmiana ta przyniosła szereg negatywnych skutków. Brakuje jasnych zasad awansowania, proces stał się wydłużony i zbiurokratyzowany, a pojawiły się zjawiska faworyzowania 'swoich ludzi’. W niniejszym artykule w podjąłem się przeanalizowania, jak te kursy zahamowały awanse w policji i jakie patologie ujawniły.
Niejasne zasady awansu i ścieżki kariery
Wprowadzenie kursów podoficerskich i aspiranckich miało rzekomo uporządkować system awansów, lecz paradoksalnie doprowadziło do zamieszania i większego chaosu. Wcześniej policjanci mogli liczyć na awans po przepracowaniu określonej liczby lat na danym stanowisku, uzyskaniu grupy zaszeregowania i teoretycznie przy pozytywnej ocenie wydanej przez przełożonego. Teraz awans zależy od ukończenia dodatkowego szkolenia i zdania egzaminu, co nie dla wszystkich jest osiągalne. Zaczekaj nim wydasz pochopną opinię i zaprzeczysz moim słowom.. W obecnie obowiązujących przepisach brakuje spójnych wytycznych, kto i na jakich zasadach ma być kierowany na takie kursy. To zaś powoduje dezorientację i poczucie niesprawiedliwości wśród funkcjonariuszy. Nie ma jednej klarownej ścieżki kariery – wiele zależy od przypadku (jednak to nie do końca dzieło przypadku), dostępności miejsc szkoleniowych i uznaniowych decyzji przełożonych.
Nawet policjanci z dużym doświadczeniem mogą latami tkwić w miejscu, jeśli nie zostaną skierowani na wymagany kurs. Równocześnie istniał także inny problem ukazujący skalę bałaganu, gdy funkcjonariusze pomyślnie kończyli kurs, lecz z powodu opóźnień legislacyjnych nie otrzymywali należnego stopnia – wszystko przez to, że przez długi czas brakowało przepisów wykonawczych. Obecnie zostało to naprawione, ale problem nie został całkowicie wyeliminowany.
——————————
Zapoznaj się także: Kieszonkowe: Pomost do Finansowej Świadomości Dzieci
——————————
Wydłużony i skomplikowany proces awansu
Nowy system znacznie wydłużył proces awansowania na kolejne stopnie. Dawniej policjant mógł spodziewać się awansu co kilka lat przy spełnieniu wymogów służbowych. Obecnie samo oczekiwanie na skierowanie na kurs może trwać bardzo długo. Ci, którym nie udało się dostać na kurs, muszą czekać nawet kilka lat na swoją 'szansę’. Samo szkolenie i egzamin również wydłużają proces – to dodatkowe czas poza codzienną służbą, czasami nawet w innym mieście. W efekcie droga od posterunkowego do sierżanta, czy od sierżanta sztabowego do młodszego aspiranta wydłużyła się o czas potrzebny na samo 'zakwalifikowanie się’ i ukończenie kursu. Dla wielu policjantów stało się jasne, że awans nie zależy już tylko od sumiennej pracy i lat służby, ale od tego, czy 'uda się załapać’ na szkolenie w gąszczu ograniczeń organizacyjnych.
Ograniczona przepustowość policyjnych szkół, czy innych miejsc, gdzie kursy postanowiono przeprowadzać spowodowała, że wielu funkcjonariuszy latami musi czekać na możliwość ukończenia wymaganego kursu. Tylko nieliczni wybrani mieli szansę na szybki awans, reszta musiała niestety uzbroić się w cierpliwość. Taki stan rzeczy przekłada się na stagnację kadrową – gdyż nawet wyróżniający się policjanci pozostają na tych samych stanowiskach mimo nabywania doświadczenia.Faworyzowanie „swoich” – nepotyzm zamiast merytokracji
Niedobór miejsc na kursach i brak transparentnych kryteriów ich obsadzania otworzyły drzwi do faworyzowania wybranych osób. W wielu komendach da się odczuć, że o tym, kto zostanie wysłany na szkolenie, mają decydować nie tylko obiektywne przesłanki… Pojawiają się zarzuty, że priorytetowo traktowani są – jak to się zwykło mawiać w policyjnych kuluarach – ’plecaki’ i 'wazeliniarze’ – osoby mające znajomości, koligacje rodzinne lub cieszące się osobistą sympatią przełożonych. Nie brakuje opinii, że nepotyzm kwitnie, a czasami całe klany tworzą wierchuszkę poszczególnych komend.
W takiej atmosferze zwykli funkcjonariusze czują, że o awansie decyduje nie ciężka praca ani kompetencje, lecz przynależność do niepisanego układu. W skrajnych przypadkach słyszy się o sytuacjach, gdy lojalność wobec przełożonych (często wyrażająca się choćby w donoszeniu na kolegów czy bezkrytycznym przytakiwaniu każdej decyzji) staje się nieformalnym kryterium dołączenia do grona awansowanych. Faworyzowani są ci, którzy potrafią się przypodobać – czy to poprzez wspomniane powyżej koligacje rodzinne, czy umiejętność zyskania przychylności komendanta.
Patologie awansów: przykłady rażącej niesprawiedliwości
Obecny system rodzi sytuacje postrzegane jako patologiczne. Przykładem może być: starszy posterunkowy z 5-letnim doświadczeniem cieszący się zaufaniem wśród innych funkcjonariuszy i poważaniem wśród obywateli – nieuwzględniany w planach przełożonych, albo: sierżant sztabowy z 15-letnim stażem, który mimo nienagannej służby i świetnych ocen od lat nie może przebić się wyżej, gdyż nie dopuszczono go do kursu aspiranckiego.
Równocześnie mamy młodych funkcjonariuszy – dajmy na to córkę jakiegoś oficera z KWP, albo innego chrześniaka policyjnego prominenta – który zostaje skierowany na standardowe szkolenie podstawowe, następnie po chwili pobytu w jednostce 'ktoś powyżej’ dostrzega w nim/niej skrywane niesłychanie głęboko talenty i predyspozycje do rzeczy wielkich – postanawiając wysłać tę osobę wpierw na kurs podoficerski, aby skończywszy go z wyróżnieniem zostać natychmiast wysłanym na egzamin aspirancki. Później schemat się powtarza, a my możemy zgodnie z zachowaniem obowiązujących (na papierze) zapisów w przeciągu 3-4 lat jesteśmy w stanie otrzymać sztucznie wykreowany policyjny byt, który oprócz faktu posiadania pagonu oficera nie reprezentuje sobą niczego.
Literalnie, nie reprezentuje sobą niczego!
Szybki awans w policyjnej hierarchii tworzy jedynie osoby z cholernie wybujałym ego. Osoby, które z nieznanych powodów uważają się za lepsze od innych, jak to się kolokwialnie mówi – osoby, które zjadły wszystkie rozumy. Ludzie doświadczający szybkiego wyniesienia pomimo elementarnych i oczywistych braków w wiedzy oraz doświadczeniu potrafią pomiatać innymi usytuowanymi niżej wedle policyjnej szarży.
Takie kontrasty demoralizują załogę. Poczucie niesprawiedliwości jest tym większe, że oficjalnie wszyscy mają te same szanse, ale w praktyce „równi i równiejsi” wyraźnie się od siebie różnią. Sygnał wysyłany do załogi jest jasny: nie liczą się osiągnięcia ani doświadczenie, tylko koneksje. To prosta droga do utrwalenia przekonania, że bez protekcji w Policji ani rusz.
——————————
Autor poleca również: Nowa władza, stare problemy – czy sytuacja w Polskiej Policji ulegnie poprawie?
——————————
Brak transparentności i uderzenie w morale
Proces kwalifikowania na kursy owiany jest mgłą niejasności. Policjanci często nie wiedzą, dlaczego jedni zostali wytypowani na szkolenie, a inni – o podobnych kwalifikacjach – pominięci. Oficjalne kryteria (np. ocena służbowa, staż, wykształcenie) schodzą na dalszy plan, gdyż decydujące wydają się czynniki uznaniowe. Sympatie i antypatie przełożonych zaczynają odgrywać nadmierną rolę. Mówiąc najprościej i najdosadniej, jeśli funkcjonariusz podpadnie swojemu komendantowi – na przykład wyrażając krytyczną opinię czy sprzeciwiając się bzdurnym poleceniom – może pożegnać się z marzeniami o awansie, bo ’szef’ po prostu przez długi czas nie zgłosi go na żaden kurs. Z kolei ulubieńcy przełożonych, często wyróżniający się bardziej lojalnością niż wynikami – są traktowani w sposób bezkrytyczny – dostają zielone światło. Brakuje przejrzystych zasad, transparentności i przejrzystości – zamiast tego mamy system zamknięty, w którym decyzje zapadają za zamkniętymi drzwiami gabinetów. To wszystko sprawia, że zaufanie do procedur kadrowych drastycznie spada.
Niesprawiedliwy system awansów nie pozostaje bez wpływu na efektywność działania całej formacji. Gdy policjanci widzą, że awanse zależą od względów pozamerytorycznych, ich motywacja do rzetelnej służby maleje. Po co się wykazywać, skoro i tak o awansie zadecydują układy? Taka postawa zaczyna przenikać szeregi – zamiast inicjatywy i zaangażowania pojawia się bierność lub co gorsza skupienie wyłącznie na przypodobaniu przełożonym. Spada morale: frustracja narasta zwłaszcza wśród tych, którzy czują się pominięci mimo odpowiednich kwalifikacji. Z kolei osoby awansowane niekoniecznie dzięki kompetencjom mogą mieć problemy z autorytetem – podwładni wiedzą, jak „załatwiły” sobie stanowisko, więc szacunek do takich przełożonych bywa ograniczony. W rezultacie ucierpieć może sprawność całej formacji. Jeśli doświadczeni i oddani służbie policjanci odchodzą zniechęceni brakiem perspektyw, a na ich miejsce awansują mniej kompetentni protegowani, cierpi na tym jakość pracy Policji, a tym samym bezpieczeństwo obywateli.Nierówność szans i demotywacja funkcjonariuszy
Fundamentalna zasada sprawiedliwości w służbie – równy dostęp do awansu przy równych kwalifikacjach – została zachwiana. Ci, którzy znajdują się poza nieformalnym kręgiem „faworytów”, odczuwają, że ich szanse na rozwój kariery są iluzoryczne. Taka świadomość działa silnie demotywująco. Młodsi stażem funkcjonariusze widząc, co się dzieje, szybko uczą się konformizmu albo rozważają porzucenie służby. Bardziej doświadczeni, którym pozostało już tylko kilka lat do emerytury, często rezygnują z podejmowania inicjatyw – skoro awans i tak im nie grozi, zarzucają metaforyczną kotwicę i zaczynają minimalizować starania w myśl zasady „byle do końca służby”. Ambicja, profesjonalny rozwój, podnoszenie kwalifikacji – te wartości tracą znaczenie, gdy nie idą w parze z realną szansą na docenienie. W dłuższej perspektywie brak równych szans hamuje rozwój całej formacji, bo zniechęca do służby potencjalnych kandydatów kierujących się etosem, a przyciąga tych, którzy liczą na karierę przez znajomości.
——————————
Koniecznie przeczytaj: Polityczni antybohaterowie pt. 1
——————————
Apel o sprawiedliwy system awansów
Obraz wyłaniający się z powyższej analizy jest wysoce niepokojący. System kursów podoficerskich i aspiranckich, w założeniu mający budować profesjonalną kadrę, w praktyce zablokował awanse tysięcy funkcjonariuszy i stworzył pole do nadużyć. Brak jasnych zasad i równości szans podkopuje morale, a faworyzowanie wybranych jednostek psuje tkankę organizacji, która i tak nie należała do najzdrowszych.
Tego rodzaju sytuacja jest nie do pogodzenia z ideą służby publicznej, która powinna opierać się na przejrzystości i sprawiedliwości. Obecny system wymaga pilnej reformy, a nie jak to ma miejsce dotychczas jedynie pudrowania. Najrozsądniejszy zdaje się być powrót do wcześniej obowiązujących zasad. Awansowanie policjantów powinno bowiem opierać się na jednolitych, klarownych zasadach – takich, które promują rzeczywiste kompetencje i doświadczenie, nie zaś znajomości. Tylko powrót do merytokracji i przejrzystości w polityce kadrowej pozwoli odbudować zaufanie w szeregach Policji. Jeśli formacja ta ma skutecznie służyć społeczeństwu, jej członkowie muszą wierzyć, że ciężka praca i uczciwość zostaną sprawiedliwie wynagrodzone awansem. Czas najwyższy na zmiany – dla dobra nas funkcjonariuszy i ogółu społeczeństwa.
——————————
Dziękuję, że przeczytałaś / przeczytałeś mój artykuł i proszę Cię bardzo o podzielenie się nim z Twoimi znajomymi. Im więcej osób z tego skorzysta, tym będę szczęśliwszy. I myślę, że im także może się on przydać. Dzielcie się na Facebooku, Instagramie, Twitterze, mailem – gdzie tylko chcecie i uznacie za stosowne. Zapraszam również do odwiedzenia mojego konta FB i Instagrama, oraz zadawania pytań.
Jestem niezwykle wdzięczny za cały feedback i za każdą postawioną kawę poprzez portal BuyCoffee!
Gafika wykorzystana w tekście pochodzi: Infosecurity24 – st. str. Krzysztof Pisz/KG PSP

