Bestia za życia, potwór po śmierci: Koszmar w cieniu jabłoni

Historia, którą tym razem chciałbym się z Tobą podzielić nie jest przesadnie długa, ale niesie w sobie olbrzymi ładunek emocjonalny i na wskroś jest tragiczna. Żeby było jasne nie dla mnie, lecz dla jej bezpośrednich świadków i uczestników. Wydarzyła się połową 2024 roku. To właśnie wtedy oficer dyżurny moją załogę zadysponował do obsługi interwencji, która miała wydarzyć się na przedmieściach miasta, w którym przyszło mi pełnić służbę. 

Z przesłanej na terminal mobilny MTN informacji wynikało, że na miejscu dojść miało do samobójstwa mężczyzny. Osobą zgłaszającą w tamtej sytuacji była oczekująca na nasze przybycie żona denata.

Na miejscu okazało się, że rzeczywiście doszło tam do samobójstwa poprzez powieszenie. Ciało denata spoczywało na jedynym drzewie znajdującym się na środku bardzo zaniedbanego, zagraconego ogrodu. Pamiętam, że była to samotna, rozłożysta dająca mnóstwo cienia jabłoń. Ponad jedną z jej najwyższych gałęzi przerzucony był cienki powróz. Dokładnie taki, jakiego używa się do zabezpieczania transportowanych towarów.

—————————————————————————————————————-

Jeśli podobają Ci się te artykuły sprawdź również: Dobro i pomoc nie uznają barw politycznych

—————————————————————————————————————-

Zwłoki wisiały jakieś 20-30 cm nad ziemią, obok zaś spoczywało przewrócone wiadro. Nie wiem, czy jestem w stanie we właściwy sposób zobrazować Ci całe tamte wydarzenia, ale to właśnie leżące nieopodal wiadro stanowiło coś na wzór zapadni na tym osobliwym szafocie. To jego przewrócenie zainicjowało całą suicydalną procedurę.

W momencie, gdy zapoznałem się z okolicznościami zajścia i dyżurnemu przedstawiłem pierwsze ustalenia wraz ze współpatrolowcem przystąpiliśmy do odcięcia zwłok i ułożenia ich pod drzewem. Ciało męzczyzny było sine, posiadało liczne plamy opadowe i jasnym stało się, że najpewniej do samobójstwa doszło kilka godzin wcześniej.

Z rozmowy z domownikami dowiedziałem się, że samobójca to – 'mąż i ojciec’ – ale tylko z nazwy. Ów mężczyzna przez wiele lat miał stosować przemoc fizyczną i psychiczną względem żony i dzieci. Owładnięta czymś na wzór syndromu sztokholmskiego rodzina nie miała odwagi, aby zgłosić tego na Policję. Kobieta tłamsiła wszystko w sobie chcąc chronić dzieci. Najważniejsze dla niej było, aby przemoc nigdy nie dosięgnęła dzieciaków. 

Niestety pewnego dnia wracający z kolejnej zakrapianej imprezy ów osobnik miał uderzyć małżonkę. Z odsieczą przybył ich najstarszy chodzący do szkoły średniej syn, który postanowił stanąć w obronie matki. Wtedy też nietrzeźwy mężczyzna w przypływie agresji do tego stopnia pobił chłopaka, że konieczna była wizyta w szpitalu. Zgłoszenie lekarza, wraz z wizytą Policji zaowocowały tym, że kobieta w przypływie odwagi opowiedziała funkcjonariuszom o piekle, które rozgrywało się za zamkniętymi drzwiami ich domu. Zaowocowało to wszczęciem procedury niebieskiej karty, nałożeniem na przemocowca zakazu zbliżania się i nakazu opuszczenia wspólnie zamieszkiwanego lokalu.

Nie przeszkodziło to jednak mężczyźnie w tym, aby będąc w pijackim amoku nadal wieczorami nachodzić członków rodziny. Zmieniła się jednak stosowana przez niego narracja, bowiem zamiast agresji fizycznej i słownej – usiłował wziąć ich na litość wypraszając u domowników wybaczenie i pomoc.

Nie musze Ci mówić, że przez ostatnie lata jedynym zajęciem mężczyzny było żerowanie na pracującej kobiecie, niszczenie życia domowników, szwendanie się po okolicy i prób udowodnienia swojej wyższości nad innymi ludźmi. Brak pracy, pasożytniczy tryb życia i ego wielkości Empire State Building.

—————————————————————————————————————-

Polecam również:  Polska pod stertą śmieci: Czy surowsze kary i edukacja ekologiczna są w stanie nas uratować?

—————————————————————————————————————-

Dlaczego w tytule zawarłem wzmiankę „potwór po śmierci”? A jak Twoim zdaniem można nazwać fakt, że opisywany w tekście człowiek za miejsce swojego samobójstwa, można również użyć terminu, z którym spotkałem się w internecie, a mianowicie – „suicide hotspots” – wybrał właśnie dom swoich dzieci i żony..? Miał mnóstwo możliwości, a zdecydował się na urządzenie czegoś na wzór sceny, demonstracji – zdecyduj sam/a. Był to jego ostatni cios wprost w serca najbliższych.

Ten wiecznie odurzony alkoholem człowiek, albo chciał wzbudzić wyrzuty sumienia w rodzinie, albo chodziło o zrobienie ekspozycji post mortem, nie znał innej lokalizacji, gdzie mógłby to zrobić.

Osobiście stawiałbym na to pierwsze szczególnie, że rozpytana na okoliczność zdarzenia rodzina wspólnie oświadczyła, że lata spędzone pod jednym dachem z alkoholikiem i przemocowcem były koszmarem.

Mało, że całej rodzinie przyszło znosić patologie ściągane nań przez męża i ojca, to jeszcze byli zmuszeni znaleźć zwłoki osoby, którą w głębi duszy, z trzewi w jakiś dziwny pokręcony sposób na pewno kochali. Ponadto musieli wziąć na siebie wszystkie formalności i procedury wynikające z całej sytuacji – czynności prokuratorskie, bycie rozpytywanym, działania technika kryminalistyki, funkcjonariuszy wydziału dochodzeniowo-śledczego, a na końcu jeszcze zakład pogrzebowy. To sporo jak na rodzinę, która przecież już tak wiele przeszła.

Na sam koniec nasuwa mi się może koszmarna konkluzja mówiąca, że dla tej rodziny to może dobrze, że tak się to wszystko skończyło. Odetchną z ulgą i będą mogli zrobić kolejny krok. Zrywając z pewnym patologicznym, destrukcyjnym etapem w ich życiu, który ciążył niczym metaforyczny kamień u szyi.

—————————————————————————————————————-

Koniecznie przeczytaj:   Policyjne paradokumenty

—————————————————————————————————————-

Podsumowanie

Historia ta ukazuje dramat rodziny, która przez lata żyła w cieniu przemocy domowej, alkoholizmu i destrukcyjnego wpływu mężczyzny, który powinien być ich opiekunem i wsparciem. Samobójstwo w tak symbolicznym miejscu, jak dom bliskich, staje się nie tylko aktem ostatecznego egoizmu, lecz także bolesną demonstracją, która dodatkowo rani tych, którzy i tak wiele przeszli. Tragiczny finał, choć brutalny, otwiera przed rodziną możliwość zamknięcia traumatycznego rozdziału i rozpoczęcia nowego etapu życia.

Dziękuję, że przeczytałaś / przeczytałeś mój artykuł i proszę Cię bardzo o podzielenie się nim z Twoimi znajomymi. Im więcej osób z tego skorzysta, tym będę szczęśliwszy. I myślę, że im także może się on przydać. Dzielcie się na Facebooku, Instagramie, Twitterze, mailem – gdzie tylko chcecie i uznacie za stosowne. Zapraszam również do odwiedzenia mojego  konta FB i zadawania pytań.

Grafika wykorzystana w tekście pochodzi z: unsplash.com-Eva Blue

Zostaw odpowiedź